Maj 2025 przyniósł na rynku mieszkaniowym w Polsce mieszankę ostrożnego optymizmu i chłodnej kalkulacji po stronie kupujących i deweloperów. Z jednej strony rynek nadal trawił skutki wcześniejszego spowolnienia i wysokich kosztów finansowania, z drugiej – coraz wyraźniej widać było oczekiwanie na łagodniejszą politykę monetarną i większą dostępność kredytu hipotecznego.
W danych z początku roku widoczny był rekordowy poziom ofert – na sześciu największych rynkach deweloperskich liczba mieszkań w sprzedaży sięgała ok. 59 tys. lokali, co stanowiło najwyższy poziom w historii nowoczesnego rynku deweloperskiego w Polsce. W maju, przy wciąż dużej podaży, rynek zaczął się jednak stopniowo równoważyć: część deweloperów ograniczyła start nowych projektów, koncentrując się na rotacji istniejącej oferty i bardziej elastycznej polityce cenowej.
Wskaźniki cenowe wskazywały na umiarkowany wzrost indeksu cen mieszkań w skali kraju – przykładowo indeks urban.one dla lokali mieszkalnych w Polsce w maju 2025 r. wyniósł 116,25 pkt, co oznaczało nieznaczny wzrost miesiąc do miesiąca. W Warszawie tempo wzrostu było wyraźniejsze – lokalny indeks osiągnął 127,75 pkt, co potwierdzało odporność stołecznego rynku oraz utrzymujący się popyt, zwłaszcza w segmencie lepszych lokalizacji i wyższego standardu.
Jednocześnie dane GUS oraz branżowe komentowały spadek liczby rozpoczętych budów – w maju 2025 r. rozpoczęto budowę ponad 19 tys. mieszkań, co oznaczało spadek zarówno w ujęciu miesięcznym, jak i rocznym. Deweloperzy redukowali ryzyko, dopasowując tempo nowych inwestycji do realnego popytu, a nie tylko do wcześniejszych, bardziej optymistycznych założeń sprzedażowych.
Na rynku najmu maj przyniósł relatywną stabilizację stawek, a wzrosty – jeśli się pojawiały – były niższe niż inflacja CPI, co zmniejszało presję kosztową na najemców. Dla inwestorów oznaczało to jednak konieczność bardziej precyzyjnego liczenia rentowności, szczególnie w największych miastach, gdzie cena zakupu pozostawała wysoka. Ogólnie maj 2025 r. można opisać jako moment, w którym rynek zaczął wychodzić z fazy korekty cenowej w stronę równowagi, ale bez gwałtownego odbicia.
